• Na posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. rozwoju jeździectwa i hodowli koni nie została zaproszona strona społeczna. Aktywiści dowiedzieli się jednak o zebraniu i pojawili się na miejscu
  • Wśród nich znalazł się m.in. Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt — Viva! i adwokatka Katarzyna Topczewska
  • Posłanki Koalicji Obywatelskiej argumentowały na rzecz fiakrów i przewozów konnych do Morskiego Oka, podkreślając ich atrakcyjność dla turystów
  • Adwokatka Katarzyna Topczewska sprzeciwiła się lekceważącemu podejściu posłanek i argumentowała, że przeciążenie koni z Morskiego Oka to forma znęcania się, karana zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt
  • Raporty i ekspertyzy potwierdzające przeciążenie koni z Morskiego Oka o tonę zostały opracowane przez niezależnych ekspertów, jednak zostały odrzucone podczas posiedzenia
  • Więcej takich artykułów znajdziesz na stronie głównej Onetu

12 marca br. miało miejsce posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. strategicznego rozwoju polskiego jeździectwa i hodowli koni w sprawie transportu konnego do Morskiego Oka, na który posłowie i posłanki zaprosili przedstawicieli Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka, Polski Związek Jeździecki wraz z weterynarzami, przedstawicielkę Tatrzańskiego Parku Narodowego — z pominięciem strony społecznej. Organizacje broniące od lat praw koni dowiedziały się jednak o posiedzeniu i pojawiły się na miejscu. Wśród nich znalazła się adwokatka Katarzyna Topczewska — znana z bronienia zwierząt w sprawach dotyczących znęcania się.

"Dawno nic mnie tak nie zagotowało. Naprawdę ciężko było tego słuchać ze spokojem" — skomentowała w swoich mediach społecznościowych.

"O co ta histeria?"

Obecne na sali posłanki — m.in. Jagna Marczułajtis-Walczak, Joanna Kluzik-Rostkowska, Alicja Chybicka z Koalicji Obywatelskiej argumentowały na rzecz obrony fiakrów i utrzymania przewozów konnych do Morskiego Oka. Wskazywały, że taka forma rozrywki jest bardzo atrakcyjna wśród turystów i stanowi dodatkowy walor.

Zdaniem Jagny Marczułajtis-Walczak fiakrzy są głęboko związani emocjonalnie ze swoimi zwierzętami — co w domyśle oznacza, że o nie dbają — a nawet, że "kochają bardziej konie od swoich żon". Zarzuciła również fundacji Viva!, że przygotowany przez nią raport jest stronniczy, co skwitowała krótko słowami "papier wszystko przyjmie". Zostało również zasugerowane, że to strony społeczne zadręczają fiakrów, a nie oni konie.

Fiakrzy podkreślali, że przed sezonem konie poddawane są badaniom i jeśli zostanie wykazane, że jakiś koń nie może wykonywać pracy, to nie zostaje zaprzęgnięty do fasiągu.

Z kolei posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska nazwała krótko działania aktywistów i fundacji "histerią".

Przeciążanie koni kwalifikuje się jako znęcanie się

Obecna na sali adwokatka Katarzyna Topczewska wyraźnie sprzeciwiła się lekceważącemu podejściu do sprawy posłanek. Argumentowała, że przedstawione ekspertyzy zostały opracowane przez niezależnych ekspertów i jednoznacznie potwierdzają zatrważające przeciążenie zwierząt, które zgodnie z art. 6 ust. 2. Ustawy o ochronie zwierząt kwalifikuje się jako znęcanie się, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

W swoich mediach społecznościowych wyraziła się również ironicznie o rzekomej miłości fiakrów do koni, która ma przekraczać nawet miłość do żon.

"Ciekawa jestem, czy fiakrzy po trzech latach posługi swoich żon też sprzedają je do rzeźni" — kwituje na swoim profilu na Instagramie. Jak wynika z danych między 2012-2022 r. aż 61 proc. koni zostało oddanych do rzeźni, a 3 proc. zmarło zaledwie po średnio trzech sezonach pracy.

Adwokatka wskazała, że chociaż TPN dysponuje odpowiednimi ekspertyzami dotyczącymi dopuszczanego obciążenia koni, to się do nich nie stosuje, ponieważ w swoim regulaminie dokłada jeszcze do 12 turystów piątkę dzieci do czwartego roku życia i nieograniczoną liczbę bagaży — w tym np. wózki dla niepełnosprawnych. W związku z tym jej zdaniem nie można mówić o lekkich dorożkach czy lekkich pojazdach ekologicznych tylko o ciężkich wozach konnych. Podkreśliła również, że o tym, że konie pracują w przeciążeniu, świadczą sprawy karne prowadzone przez fundację Viva!, które zostały zakończone wyrokami skazującymi za wykorzystywanie koni z pękniętym kopytem czy brak uwzględniania przerwy dla zwierząt, co prowadziło do tego, że konie wywracały się na trasie.

To wszystko wskazuje na to, że jest to bardzo okrutny biznes, na którym korzysta bardzo wąska grupa

— stwierdziła adwokatka Katarzyna Topczewska podczas posiedzenia zespołu parlamentarnego.

Badania koni są niemiarodajne

Na sali był obecny również prezes fundacji Viva! Cezary Wyszyński, który od lat angażuje się w sprawę koni z Morskiego Oka. Nie ukrywał swojego zażenowania poziomem dyskusji.

Oczekiwałem czegoś więcej po posłankach, liczyłem na to, że dojdzie do merytorycznej dyskusji, że zostaną nam wytknięte np. jakieś błędy we wzorach, albo złe dane co do uboju koni. Nic takiego się nie stało, a posłanki zarzuciły nam granie na emocjach, podczas gdy podawaliśmy twarde dane.

— podsumowuje prezes Fundacji Viva! Cezary Wyszyński w rozmowie z redakcją Onetu.

Wskazał również, że żadna z posłanek, która wypowiadała się na spotkaniu, nie zapoznała się z raportem ich organizacji "Konie z morskiego oka. Cierpienie którego nie widać" co nie przeszkodziło im w próbie podważenia go. Podkreślił również, że fundacja Viva! ma zastrzeżenia co do sposobu i zakresu badań koni przed sezonem, na które powołali się fiakrzy.

Są to badania wykonane przed sezonem, czyli jeszcze przed najintensywniejszą eksploatacją, niepełne, niepokazujące tego, co się dzieje z organizmem konia — jego układem ruchu, jak jego stawy są niszczone przez nadmierny wysiłek.

— dodaje.

Jego zdaniem problemem jest intensyfikacja wysiłku podczas ciągnięcia wozu do góry, ale też przy zjeździe w dół, który wcale nie jest lżejszy, bo koń musi hamować wóz swoim ciałem i mięśniami.

Przewóz konny do Morskiego Oka powinien być zakazany

Stanowisko fundacji Viva! jest jasne — ciągnięcie fasiągów przez konie na trasie do Morskiego Oka powinno być zakazane.

Opieramy się na wyliczeniach, które są obiektywne. To jest bardzo specyficzna trasa, o dużym stopniu nachylenia. W praktyce do przeciążeń pod górę nie dochodziłoby w czasie jazdy pod górę tylko przy zastosowaniu czteroosobowych bryczek zaprzęgniętych w dwa konie — o tym fiakrzy nie chcą rozmawiać ani słyszeć.

— zauważa prezes fundacji Viva!

Dodaje jednak, że kampania na rzecz zaprzestania wykorzystania koni na trasie do Morskiego Oka nie dotyczy pozostałych tras, tj. Siwa Polana — Polana Huty, Kiry — Hala Pisana.